Aktualności

Sprawozdanie z kolędy 2019/2020

   Zakończona została doroczna wizyta duszpasterska – kolęda w naszej parafii. Trwała od 27 grudnia ubiegłego roku do 1 lutego roku bieżącego, a potem przez cały tydzień można było zaprosić kapłana, jeśli się nie udało przyjąć go w normalnym czasie. Czyli razem sześć tygodni szczególnych spotkań wypełnionych modlitwą, śpiewem kolęd i rozmowami o życiu w rodzinach, w parafii, w Ojczyźnie. Można było też zamówić Mszę świętą i podać intencję a także złożyć ofiarę na remonty w naszej parafii. Mocnym duchowym wsparciem dla spotkania duszpasterza z rodzinami był udział parafian w Mszy świętej porannej w dniu kolędy. Dziękuję za udział w tych porannych Mszach świętych. Nie biegłem przez parafię, zatrzymywałem się w każdym domu na dłużej.

Oczywiście wszyscy widzimy coś, co wymagać będzie rozwiązania, jeśli kolęda ma zachować swój sens. Rodzin przybywa (w tym roku 24: w Miłoszycach 21 i w Dziuplinie 3), a czas, przynajmniej w dotychczasowym ujęciu, jest ten sam – od Bożego Narodzenia do Matki Bożej Gromnicznej. Mija się z celem, tym właściwym, jakim jest kolęda, bieganie po domach czy korzystanie z pomocy obcych kapłanów, którzy nie znają parafii.
Może spróbować, jak to niektórzy księża robią, dzielić parafię na dwie części i odwiedzać rodziny co dwa lata, albo zaczynać kolędowanie już w Adwencie. Myślę, że nasi księża biskupi widzą ten problem i zastanawiają się co czynić, by nie profanowano tej bardzo potrzebnej duszpasterskiej posługi, jaką jest kolęda.

Teraz o tym, od czego powinienem był zacząć. Kolęda to czas i pora wspólnej modlitwy duszpasterza i rodziny odwiedzanej – o błogosławieństwo Boże na cały rok, o jeszcze mocniejsze przytulenie się do Pana Jezusa i Jego Ewangelii. Do owocności tego dzieła zmierzają wysiłki kapłana, który odwiedza domy gdy wszyscy, a nie tylko niektórzy, są w domu, a także wysiłki Parafian, którzy dokładają starań o obecność na kolędzie wszystkich domowników.
I znowu przypominam zdarzenie z początku swego kapłaństwa, z pierwszej kolędy – w Szprotawie w 1972/73 roku- kiedy to fryzjer sąsiadujący z plebanią wywiesił na drzwiach swego zakładu dużą kartkę z napisem: „Dziś przyjmuję księdza po kolędzie, strzygł będę jutro”. To mocne, odważne wyznanie wiary, które mówi: wierzę, że kapłan, narzędzie w rękach Najwyższego, przynosi mi i mojej rodzinie Boże błogosławieństwo. Kto tak wierzy, nie opuści kolędy, zrobi wszystko, by być. To nie na kapłana czekam, czekam na Boże błogosławieństwo. Chcę bardzo serdecznie podziękować tym, którzy brali nawet jednodniowe urlopy niepłatne czy coś innego czynili, by być w domu, by się spotkać. Bardzo Wam dziękuję. Przy okazji parę słów o takiej kolędowej dyplomacji, niestety smutnej, choć – dzięki Bogu – dotyczącej tylko niektórych. Gdy zbliża się Pierwsza Komunia dziecka lub Bierzmowanie młodzieży, drzwi domu otwierają się przed kolędującymi, a po Komunii czy Bierzmowaniu już się na kolędę nie czeka, bo ksiądz niepotrzebny. To smutne.

To moja czterdziesta ósma w życiu kolęda i wydawałoby się, że już mnie nic nie zdziwi ani nie zasmuci, a jednak boli. Tematem wiodącym rozmów o inwestycjach w parafii były nowe ławki, także piękna dekoracja świąteczna, a w ostatnim okresie kolędy nasza mocna pomoc dla chorej Tosi z Oleśnicy. Pytano o plany na ten rok – odpowiadałem: portale drzwiowe oraz stolarka drzwiowa i okienna. Pytano o remont ołtarzy – głównego i bocznych oraz o kamienny – granitowy – chodnik wokół kościoła, którego zrobienie staje się najpilniejszą pracą do wykonania. To wszystko omawiamy i uzgadniamy na zebraniach Rady Parafialnej. Jedno jest tu pewne – gdyby wszystkie nasze rodziny pamiętały od stycznia 2005 o tych dziesięciu złotych miesięcznie na cele remontowe, byłoby łatwiej. Pytano o stałego organistę. Odpowiadałem: pomóżcie znaleźć. Póki co mamy o godz. 8 początkującą organistkę, a na Mszy św. dla dzieci – scholę.

Podczas tych spotkań spotykaliśmy się – ja i ministranci – z życzliwością i gościnnością rodzin przyjmujących kolędę, z wyrozumiałością, gdy coś było nie tak. Dziękuję za podwożenie samochodami, za poczęstunek w ostatnim domu każdego dnia. Dziękuję też ministrantom. Nosili prezenty kolędowe, które przekazywałem rodzinom, pomagali w pobożnym przebiegu wizyty, śpiewali kolędy.

Kończąc to doroczne sprawozdanie wyrażam przekonanie, że zakończona kolęda jeszcze bardziej zbliżyła nas do Pana Boga i do siebie nawzajem. Przepraszam też za zaistniałe nieporozumienia, które nie wynikały ze zlej woli, lecz może ze zmęczenia, czy zdenerwowania. Dziękuję za gościnność, za zrozumienie, za troskę, za Duże Serce, za Wszystko.

 

Wdzięczny Ksiądz Proboszcz Janusz Giluń